Produkt z gazetki zniknął z półki — co wtedy i jakie masz prawa

Udostępnij:

Scena znana chyba każdemu łowcy okazji: w czwartek rano gazetka obiecuje masło w świetnej cenie, a w czwartek po południu na półce zieje dziura. Obok kręci się jeszcze kilku klientów z tą samą miną. Przypadek? Czasem tak — hity cenowe potrafią zniknąć w dwie godziny. Ale konsument nie stoi w tej sytuacji na straconej pozycji i warto znać swoje możliwości, zanim odejdziemy od półki z pustymi rękami.

Gazetka to oferta, nie luźna obietnica

W polskim prawie gazetka promocyjna jest traktowana co najmniej jako zaproszenie do zawarcia umowy, a często wprost jako oferta handlowa. Sklep, który reklamuje produkt w konkretnej cenie i terminie, powinien zapewnić jego rozsądną dostępność przez czas trwania promocji. Jeżeli sieć z góry wie, że towaru wystarczy na godzinę, a mimo to buduje na nim całą okładkę gazetki, zahacza o praktykę wprowadzającą w błąd — tak zwaną reklamę przynętę. Dlatego w gazetkach pojawiają się dopiski „oferta ważna do wyczerpania zapasów" albo limity sztuk na klienta: to zabezpieczenie prawne sieci, ale ono nie zwalnia sklepu z obowiązku posiadania sensownego zapasu na starcie.

Co zrobić na miejscu, w sklepie

Zanim uznamy sprawę za przegraną, kilka kroków, które regularnie działają:

  • Zapytać obsługę o zapas na magazynie. Spora część „braków" to towar, który nie zdążył wyjechać na halę — szczególnie rano po dostawie.
  • Poprosić o zamiennik lub rain check. W niektórych sieciach kierownik może zaproponować podobny produkt w promocyjnej cenie albo wskazać termin kolejnej dostawy jeszcze w czasie promocji.
  • Sprawdzić inne sklepy tej samej sieci. Zapasy bywają rozdzielane nierówno; dwa kilometry dalej paleta potrafi stać nietknięta.
  • Zachować gazetkę lub zrzut ekranu z ceną i datami — to podstawa przy każdej dalszej rozmowie.

Z mojego doświadczenia najskuteczniejsze jest zwykłe, spokojne pytanie o dostawę — połowa frustracji przy pustych półkach bierze się stąd, że nikt go nie zadaje.

Kiedy i gdzie się poskarżyć

Jeśli sieć notorycznie reklamuje produkty, których nie ma, można zgłosić sprawę do UOKiK albo miejskiego rzecznika konsumentów — zbiorowe interesy konsumentów to dokładnie ich działka i takie postępowania już się w Polsce toczyły, kończąc się karami dla sieci handlowych. Działa też krótka reklamacja złożona w samym sklepie: sieci monitorują zgłoszenia i potrafią w odpowiedzi wręczyć bon albo honorować promocyjną cenę przy kolejnej dostawie. Osobna ścieżka to sytuacja przy kasie, gdy cena z półki lub gazetki nie zgadza się z tą skanowaną — wtedy klient ma prawo do ceny korzystniejszej i kasjer powinien ją uwzględnić bez dyskusji.

Jak kupować hity, żeby nie całować klamki

Na koniec praktyka. Najgłośniejsze okazje najlepiej łowić pierwszego dnia promocji, możliwie rano — w wielu sieciach nowa gazetka startuje w czwartek i to czwartkowe przedpołudnie daje największe szanse. Warto też pamiętać, że hitowe ceny wracają cyklicznie: ta sama kawa czy proszek pojawia się w promocji co kilka tygodni. Pusta półka boli mniej, gdy człowiek wie, że za miesiąc odkuje się bez nerwów — a z zachowaną gazetką i znajomością swoich praw nawet nieudane polowanie można zamienić w bon na następne.